|
:: wizjonerblog :: :: żyć :: strona główna |
23:00:10 2003-08-03 żyć"(...)W górze na drewnianych słupach, ustawionych w regularnych odstępach wzdłuż okalającego płotu, zamontowano reflektory. Usiłują one oświetlić pola i doliny, które rozciągają się aż do pofałdowanego podnóża gór. Światła z płotu zalewają niewielki krąg uprawianej ziemi. Poza tym kręgiem leżą noc i cisza. Jesienne noce nie są czarne. Nie tutaj. Nasze noce są szare. Szara poświata ogarnia pola, plantacje i sady. Sady już zaczęły żółknąć. Miękki, szarawy mrok z wielką czułością obejmuje korony drzew, zacierając ich ostre kontury i wypełniając przepaść, jaka dzieli bezruch śmierci od wszystkiego co żyje. Tak oto ciemność zniekształca wygląd przedmiotów nie ożywionych i nasącza je życiem zimnym i złowrogim, przepojonym trucizną. A jednocześnie spowalnia i łagodzi ruchy żywych nocnych stworzeń, maskując ich nieuchwytną obecność. Z tego powodu nie możemy zobaczyć, jak szakale wyskakują ze swych kryjówek. Nieuchronnie tracimy widok ich miękkich nosów węszących w powietrzu, ich łap, które prześlizgują się po murawie, ledwie dotykając ziemi. Dorosły szakal trzymał by się z dala od pułapki. Ten był młody: lśniący, miękki i najeżony, toteż dał się zwabić woni mięsa i krwi. Prawda, nie wpadł w sidła przez zwykłą nierozwagę. Po prostu kierował się węchem, snując ku zagładzie drobnymi, ostrożnymi kroczkami. Co chwila przystawał, wyczuwając w żyłach jakiś nie jasny ostrzegawczy sygnał. Nieopodal pułapki zatrzymał się, zamarł bez ruchu, niemy szary jak ziemia i jak ona cierpliwy. Nastawił uszu w nieokreślonej obawie, lecz nie słyszał żadnego dźwięku. Owładnęły nim zapachy. Czy było to w istocie zrządzenie losu? Powiadają, że los jest ślepy; my mówimy, że los spogląda na nas tysiącem oczu. Szakal był młody i nawet jeśli poczuł tysiące utkwionych w sobie oczu, nie mógł zrozumieć znaczenia tych spojrzeń. Ściana starych, zakurzonych cyprysów otaczała plantację. Czymże jest owa ukryta nić, która łączy to, co martwe, z tym, co żyje? W rozpaczy, wściekłości, rozdarciu, z zagryzionymi do krwi wargami, z oczami błyszczącymi obłędem szukamy jej końca. Szakale znają tę nić. Żyją w niej tętniące prądy zmysłów, które przepływają od ciała do ciała, od istnienia do istnienia, od drgnięcia do drgnięcia. I są w niej wytchnienie i spokój. Wreszcie szakal pochylił głowę i przesunął nos do przynęty. Doszedł go soczysty zapach krwi. Wilgotny koniec pyska zwierzęcia drgał i ociekał śliną, sierść jeżyła mu się na grzbiecie, dygotały delikatne ścięgna. Łapę miękką jak mgiełka zbliżył do zakazanego owocu. I w tedy nadszedł moment zimnej stali. Z metalowym zgrzytem, lekko i precyzyjnie, zatrzasnęła się pułapka. Zwierzę zastygło jak kamień. Może pomyślało, że zdoła przechytrzyć potrzask, jeśli uda, że jest martwe. Żadnego dźwięku, żadnego ruchu. Przez długą chwilę szakal i pułapka leżały nieruchomo, jakby próbowały wzajemnie swoich sił. Powoli, z bólem stworzenie ocknęło się i powróciło do życia. A cyprysy kołysały się bezszelestnie, chyląc się i podnosząc, falując i płynąc. Młody szakal rozwarł szeroko szczęki i obnażył drobne zęby, z których kapała piana. Nagle ogarnęła go rozpacz. Gwałtownym skokiem próbował wyrwać się na wolność, oszukać kata. Ból rozdarł mu ciało. Dysząc, przylgnął do ziemi. A potem otworzył pysk i zapłakał. Odgłos jego zawodzenia uniósł się i napełnił noc." ~Oz Tak. Tak się właśnie czuje teraz. Chodzę sobie ostatnio często do klubów jazzowych i na starówkę...piękne, co muzyka może zrobić z człowiekiem. Co człowiek może zrobić z człowiekiem. I jaki potrzask może mu życie zbudować, jaki sam sobie sukcesywnie tworzy. subtelność. M.
skomentuj (17) ![]() |