:: wizjonerblog

:: k s i ę g a...g o ś c i

e-mail
nr.GG: 3177503


2011
styczeń
2008
marzec
2005
czerwiec
kwiecień
2004
październik
maj
marzec
styczeń
2003
listopad
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec



...
pamiętnik zmarłego ciiii.....



ludzie przywdziewają przeróżne maski... zgłębiając tajemnice wyjątkowości życia...podążajmy własna legędą...bez masek...














*****************************

doskonałe chwile widzaiane z tej innej strony...















































































hmm...

04:01:39 2011-01-19

...






MOŻE

skomentuj (2)

02:45:08 2008-03-25

.





NIE

skomentuj (1)

23:56:28 2005-06-30

czesem potrzeba wyplucia z sebie gromadki niesfornej

Boże...nie rozumiem tego co we mnie, co przykrywa mą rzeczywistość, niczym nieskalaną moja osobą,
bez wymiany, bez dzielenia się...tylko jednostronne branie, aby znów wypuścić,
i jak będąc w całej swej marnocie i już bez magii, bo tylko cień spada wciąż bez ustanku przez świat obijając się o ziemi różne wszechświaty,
ledwo zarys przechodniego półcienia jakiegoś upadłego anioła,
iluzja bytu bez tożsamości,
świeca w jego pokoju rzuca większy cień i zaznacza swoją obecność niż on.
tak, bo nie wiadomo nawet kim on jest, a ów „on” nie ma się kogo o to spytać, gdyż nie ma siebie, więc doceniać nie potrafi, tylko pokłony dla ułamków w ułamkach sekund, dla świata i jego magii…
pokłony szczęścia aby w całej swej toksycznej krasie wieczorem mogły być powodem dołów tzw.
nie ma konfrontacji,
jest tylko tą nie "dogadaną" przestrzenia podczas jej odbywania,
wracając do tematu…
czy tylko musze z kimś być aby móc realizować sam siebie, aby móc o siebie zadbać, spełniać,
i nawet często już nie, nie wiedząc w czym. czy pozostać w swej beznadziei , co nie jest nawet beznadzieją,
twórczy bunt....ależ ja się nie buntuje twórczo, odtwórczo przeżywam w niepełni nawet nadaną rzeczywistość, bez przyzwolenia w mej duszy na nią...bo bytowanie nawet mi często nie wychodzi,
żywot ze mnie potrafi ulecieć, jak kapryśna kochanka w noc pięknych świec i kolacji przy winie,
kiedy wróci żywot mój, kiedy wróci do mnie, czy sam nad sobą będąc tuż przy szczycie samoświadomości (swych wad i błędów w jestestwie),
nie można kontrolować swojej kapryśnej energii życiowej?
proszę Pani , flirt już we mnie się skończył...rezygnacja…utopiła się w bez czuciu nadziei,
jest rwąca przestrzeń mogąca dać miłość i wsparcie i cały swój ciężar...ale one to przyjmują..
po co, dlaczego...czy mądrości sera musi towarzyszyć jego rozdzieranie przez nikczemną duszę, nikczemną w irracjonalnym…irracjonalnie świecącym tryumfie swego kata..?
samozwańcza zagłada z wyboru..
proste pytanie mnie stawiają na progu, po co? dlaczego? czego Ci potrzeba? co Ci przeszkadza?
odpowiedzi wypluwane w uwikłaniu swej trywialności,
nie grają mi irlandzkie flety, nie tańczą dziewczyny dla mych oczu zachwytów we mgle poranka lub zmęczonych oczu wieczorów, nie widzę bajek, nie słyszę ich sercem aby się urzeczywistniały w spełnieniu mych snów,
w miłości nocnej, gdzie mogą ze sobą flirtować, wyobraźnia, z bajkami rzeczywistości przetkana ową rzeczywistością przepuszczaną przez pryzmat własnej bajki..
gdzie ten płód, sen co się pamięta rano...
miałby tak pięknych rodziców…co z tego, że ubogich, że nie mogą się skontaktować ze sobą, matka wyobraźnia, ojciec zaniedbana głowa.
tylko emocje, jak kochanek co zdradza w dodatku swój byt przy boku innej przynależności, wtrąca się niczym fałszywa nuta spowodowana jadem tonacji emocji na których prawidłowości nie umie dostrzec ni wydobyć,
emocje kształtujące wszystko, gdyż nie mają narzędzi wyrazu......biedne, zagubione. współczucie - zawiść. nie ma par dobranych.
czy potrzeba miłosci, tzn. ulokowania mojej miłości w kimś, może ma posłużyć popadnięciu i zapomnieniu o sobie..?
choć nie, tak nie jest...
dojrzałych myśli brak, regres, powrót do młodego chłopca którego doświadczenia mają ukształtować...
co to za przeszkoda.........o wokół której rozgrywa się człapanie tego B(l)oga.
M.

skomentuj (6)

21:06:28 2005-04-02

bul,bul,bul...
.notka żalów odnotowanych.

Ile się we nie gromadzi smutku, jaka melancholia leży odłogiem, ciągły żal, przerwany na chwilę niezrozumiałymi momentami szczęścia, przebłyskami magii.
Po co to wszystko, stwarzane iluzje, wyimaginowane potrzeby naszych światów, naszych dusz,
Po co w nas pragnienie czegoś więcej, iluzje przechodzących półcieni
ludzi mijających mnie na ulicy, drżący płomień w zamkniętym pomieszczeniu,
a jednak któryś z pozostawionych w nim oddechów skaził. Może to..
a może nie to, tylu uczuć nie potrafię wyrazić, sam dla siebie? tam przepaść.
O szczęściu nie piszę bo w nie nie wierze, bez nadawania tragizmu tym słowom,
po prostu, gdzieś tkwi we mnie zadra
i nie mam zielonego pojęcia dlaczego ten dualizm we mnie występuje dlaczego parszywa dychotomia, podział
w człowieku na pragnienia i na realizacje ich, wsłuchanie się w siebie i podążanie z sobą, za sobą,
bezrefleksyjna nicość.
Może mimem zostanę.
A może to smutna aura umierania wielkiego człowieka, jakież to wszystko trywialne.
Utonę dziś w swym wstydzie.

skomentuj (13)

23:15:26 2005-04-01

nie chce pozostawiać ciepłych łez...

Zatoczyłem koło i znalazłem się w punkcie wyjścia,
tyle nie wypowiedzianych zdarzeń, zadarzeń, tyle doświadczeń życia ehh...tyle ran, tyle cudów, tyle porażek, tyle wzbogaceń,
tyle wszystkiego, tyle pojedynczych spraw, tyle poczuć nicości co spełnienia, tyle odczuć co nie chcianych obojętności, tyle nadwrażliwości co światów w nas.

znalazłem się znów w punkcie wyjścia hmm...wejścia?
ależ ja się nie boje nigdzie wchodzić,
mądrzejszy - może
bogatszy – z pewnością
Kiedy ja w końcu znajdę osobę dla siebie, wśród niezrozumiałych odczuć poczucia czystości swych pragnień,
wśród banałów, chociażby tych żalów, wśród życia gdzie ludzie już nie słuchają i nie mówią sercem, nie myślą sercem nie przeżywają wspólnych snów, czy potraciliśmy kontakt z tym czymś w nas z czego to wszystko co my wyrasta?
gdzie ten budulec z którego tworzyć naszą rzeczywistość?
Przecież w nas jak i w każdym są uczucia, w gmatwanie naszych kopalni, naszych schematów, znaczeń, symboli, mnogości światów… ludzkość to niszczy, nadając temu znaczenia czy swój sens, swoje definicje. W świecie pragnień świadomości, wglądów, wejrzeń, zrozumienia, w świecie gdzie droga do serca prowadzi przez umysł...
LUDZIE ODNAJDŹCIE KLUCZE DO SIEBIE NAWZAJEM NAPROWADZAJCIE SIĘ, SKUPCIE SIĘ NA UCZUCIACH, DO... NIŻ FASCYNACJĄ, Z...

skomentuj (2)

23:07:35 2004-10-14

Tańcz stateczku

..Płyń stateczku daleko stąd...
tak wewnętrznie jesteś stateczku mój pogrążony w smutku, Twe pokłady puste?
brak ładunku,
zaciskasz swe usta, czy potwierdza to rzeczywistość?
Tak...,
przygrywasz mi pękając pustką w szwach w ten oto takt...,
Tańczzzz...
jesień wieczna i ostry dla serca wikt ,a bywasz z nim sam na sam i nikt
ci nie pomoże,
czynisz? maszzz...
śmiejesz się? śmiej i świat się śmiać będzie razem z tobą,
płaczesz? płacz w samotności,

..Kołysz się stateczku po falach, do płaczu snu...
to wszystko palce lizać!
tyle zbrodni, klęski żywiołowe,
krew się leje jak by długą linią okrążyć ziemie chciała,
tryumf swój ochoczy,
nie zważa na wasze emocje matowe,
by podkreślić swój bezsens miała,
jak wszędzie śmierć zagląda w oczy
Taaańcz!
a świat tylko śni to co się zdarzyło wielokrotnie,
co klecho powiesz ?
tak,
jak każda misja się to zaczyna, znaleźć człowieka, swoją przystań, zagarnąć dla siebie, ciebie, nas,
kawałek świata,
i urządzić po swojemu,
to szlachetne i piękne, Jezu
tam do kata!...zbratać się z nim i nie żałować dobrego słowa, by się dopełnił czasss…

..Broń się przed sztormem stateczku mój...
po co miałbym pisać szczęśliwe chwile, na stateczku przebywając? długo nie pisałem?
nie, za wiele w portach nie gościłem,
nie, moimi mili! nie spałem,
nawet oka nie zmrużyłem,
aby się przebudzić w czasie smutku,
kiedyż to on się uzewnętrzniał i przybierał tą formę blogową? dobrze było?
więc taaańczzz,

..Twe napięte żagle, konsekwentnie tnij świat...
leniwe dnie i noce, szach i mat,
w myślach do niej wracałem najczęściej,
co za szczęście,
bezpieczna miłość z panienką w najlepszym gatunku,
pośladki, piersi, Twarz...
cnotą jego jest jęczenie, jak szkaradę swej duszy wyplenić? ratunku?
tak, dobrze, że się wzbraniasz,
jak zmienić to co siedzi gdzieś głęboko i nakręca, przejmując kontrole nad Tobą, Twoje myśli, czyny, Płacz...

..Tańcz! stateczku na swych falach...
jak wiele trzeba i jak długo czytać o nie porównywaniu się,
aby przestać się porównywać?
dlaczego świadomość odchodzi? pozwala nam być,
mi być kukłą noszoną przez, nic...kompletnie
Taaaańcz!
kompletne wykonywanie ruchów, doświadczanie uczuć,
z rączki do rączki z serduszka w serduszko z seksu w seks z miłości w płacz...
wykonywanie posunięć, czynów na tej planszy, "on walczy o siebie"...ha ha...
Taaaańcz...
konsekwencje mego bytu, co za byt?,
zawsze melancholia pod ręką..
w wytwornym rynsztunku, ubrana, wypachniona, osnuta kobiecym welonem i męką...
czasem w pogoni za swą seksualnością i chęcią…
zbadania empirycznie świata i jego mód...
bo tak się to odmienia, czyż nie?
Tańcccczzzz..
dawać się światu zagubić,
już nawet sny o tej, jednej wysepce i sklepiku z pamiątkami
gdzieś w islandzkim niebycie,
gdzie tylko ludzie skrycie by krążyli po niewinnych plażach, pełni pokory dla dziewiczych terenów,
dla kobiet szlachetniejsi,
gdzie czystość bez ludzkich chlewów,
Taaaańcz!...
Twój świat, zawsze niesie Ci gotową odpowiedź,
wierz w demokracje wolnej przestrzeni, powiedz ...słowa, czyny emocje...
tak, staną się Twoim przekleństwem i nawet mając to wszystko w swym notesie,
staniesz się katem,
a konsekwencja daleko się niesie,
tortury kaligrafią wspomnień twych będą, aż je zapiszą na nagrobku i twarze wszystkim zbledną...
Tańcz, Tańcz, Taaaańcz...!
czy w doli swej nie jesteś sam...?
jakie motywy miałeś Jezu aby tak skończyć, skończyć tam, wprowadzić ład?
ludzkie cierpienie zna swą miarę,
tak Jezu, po Twoim imieniu w plemieniu jakimś tam nie został nawet ślad,
i nikt nie pamięta imion, dat,
tańcz, Taaańcz, Taaaaaaaaań...!
tak to prawda…bzdet i blazu gazu,
tańcz sobie i płyń w dal,
po horyzont, choć nie od razu,
dowiedz się wpierw
czy świat zaczyna się na magii kobiety czy na niej kończy...

skomentuj (11)

18:30:16 2004-05-24

może-morski
może i bedzie ciąg dalszy.....?
hmm...morze

tylko,że żalić sie nie chce już, pisać poezje,wiersze. nie umiem. o dniach codziennych, bo po co.
choć bardzo wiele intrygujących chwil i przeżyć mnie łączy i dał mi internet, to ja zaniedbałem to wszystko.
W ogóle mało pisze ostatnio wszelakich rzeczy we wszelakim życiu.
Mam zrywy energi i wiele planów np.aby moje zdjecia tu umieścić...ale to gdzieś szybko uchodzi. hmm..chyba szukam,potrzebuje,czekam na niemożliwe........zamiast sobie samemu to dać lub obudzić...ehh..
heh
ale jak sie pojawi to zapraszam,nawet "Tu".
pozdrawiam wszystie zapisane dusze gorąco.

skomentuj (10)

00:51:37 2004-03-31

29 marca - gdzie jesteś baranie?

tra la la
urodziny się ma
tra la la
doła się ma
tra la la
na bloga się czasem zagląda
tra la la
żale się nań wylewa
tra la la
jaki ma sens ta gra?

dostałem między innymi drumle (muzyczny instrument "przeszkadzajka")
kto chce zespół założyc?
beeee

skomentuj (10)

23:49:25 2004-03-18

(a ja też z netu). Hmm...inna forma problemów egzystencjalnych
prosze Państwa....
pytam sie wszem i wobec,

Dlaczego kura przekroczyła ulicę?

Pani przedszkolanka: Żeby przejść na druga stronę. Platon:Dlaważniejszego dobra
Arystoteles: Taka jest natura kur, ze przekraczają ulice.
Karol Marx: To było historycznie nie do uniknięcia.
Ronald Reagan: Zapomniałem.
Andersen Consulting: Deregulacja na dotychczasowej stronieulicy
zagrażała dominującej pozycji rynkowej kury.
Martin Luther King, jr.: Widzę świat, w którym wszystkie
kury są wolne i
mogą przekraczać ulice, nie będąc pytanymi o motywy.
Richard M. Nixon: Kura nie przekroczyła ulicy. Powtarzam,kura NIE przekroczyła ulicy!
Machiavelli: Decydujące jest to, ze kura przekroczyła ulicę.Kogo interesują powody? Przekroczenie ulicy usprawiedliwia
wszelkie motywy.
Freud: Fakt, ze się w ogóle tą sprawą interesujecie, ujawnia waszą seksualną niepewność.
Bill Gates: Akurat wypuściłem na rynek nowy KuraOffice 2000,który nie
tylko będzie przekraczał ulice, ale również będzie znosił jaja, zarządzał ważnymi dokumentami i wyrównywał stan waszego konta.
Einstein: Czy to kura przekroczyła ulicę, czy też to ulica się przesunęła pod kurą, zależy od waszego punktu odniesienia.
Budda: Tym pytaniem ujawniasz twoja własną kurzą naturę.
Ernest Hemingway: - Aby umrzeć... w deszczu...
Bill Clinton : W żadnym momencie nie byłem z tą kurą sam na sam.
Adolf Hitler: Aryjskich kur nie powstrzymają drogi wytyczone na mapie
świata przez judejską plutokrację.

skomentuj (11)

01:11:59 2004-03-10

higiena intelektualna

a potrzeba pisania się znowu pojawia...jak i wiele potrzeb.
Jak można wyłączyć nastawienie się człowieka hmm...przecież sensem życia mojego nie może być zaspokajanie potrzeb...bo to się nigdy nie skończy, potrzeby wracają.
można znajdywać tylko coraz to lepsze, bardziej wysublimowane sposoby ich zaspokajania...i dojść do wyrachowania.
Czym są potrzeby, pierwotnymi instynktami upatetycznionymi przez mózg?


studiując idiotycznie biernie psychologie, przedzierający się w gąszczu swych potrzeb,
czy może prób krzyku, wyrwania się...może to najłatwiejsza droga

hmm...przeglądałem sobie blogi, czytam czasem ludzi, widzę ich twórczość, rozwój artystyczny, duchowy działalności różne...
Piękne, ale i dołujące kogoś z takim nastawieniem jak ja.
Ciekawe czy blog zaspokaja samotność człowieka, czy to forma gadania sam do siebie.

Może w przyszłości blogi będą odpowiadały swoim założycielom i wdawały się w dyskusje(jako najlepszy rozmówca) programowane tym co się w nich pisze, programowane emocjami (tra la la)

nom... to się połóż spać Michałku bo jutro praca.

Może się spotkamy na jakimś koncercie jazzowym czy folkowym, kto wie.
Jak kiedyś uda mi się "wziąć za siebie" itp. i zacznę pisać cos mniej smęcącego aby się wykrzyczeć pourywanie,

mój blog chyba się ozłoci heh.

To chyba bardzo egoistyczne to co tu robię, to takie pisanie hmm..a zarazem często zaglądam w komentarze czy w księgę...tylko po co? wiem że z jakąś małą nadzieją, ale na co? hmm...może na zaintrygowanie, nie to głupie...nie wiem, ale się na tym przyłapałem, to coś w rodzaju sprawdzenia poczty, czy odbioru smsa, a nóż to miejsce się „ożywi”-co to znaczy?
Definicje...............

-Miło mi było poznać
-dziękuje, wzajemnie
-dobranoc
-dobranoc.

skomentuj (8)

00:56:08 2004-01-27

mniejjj niż zerooo...oo

Świat jest zawrotny, jak moja samoocena
Świat jest irracjonalny, jak moje poczucie wartości
Świat jest krzywy, jak skrzywiona jest moja psychika
Świat jest zaskakujący, jak chimery we mnie
Świat jest zmierzający, jak moje samopoczucie, zmierza po pochyłej
Świat jest śliski, jak wiele osób na nim żyjących
Świat jest przewrotny, jak ja się przewracam na tym cholernym chodniku przed uczelnią
Świat jest zapatrzony, jak ludzie w siebie
Świat jest prześmiewczy, jak nie mam dystansu do siebie
Świat zwariował, jak i ja spętany w swoje niewiadome
Świat szuka ideału nie wiedząc co to , po co to.
Świat jest obwiniany przez bezradnych i maluczkich
Świat słucha jak ja zagłuszam cisze
Stoję i się nie ruszam
Stoję i się wzruszam
Choć to wszystko nie prawda
Stoję i wciąż poczucie szczęścia wymuszam
Ja łaknę
A to jest o krok ode mnie.
Ja pragnę
Choć się bardzo staram
Ja płonę
i pasę moje biesy ku uciesze
Ja walczę
wypleniając resztki i clenie rzucając sobą jak kamieniem
Ja się wstydzę
głębokością mojej studni

wciąż jestem głuchy i ślepy wżerając się w siebie.

skomentuj (11)

19:59:17 2004-01-26

hmm....?
Naprawdę żyje tylko ten, kto wybrał Powtórzenie.Nie biegnie on
za motylami, jakby był małym chłopcem, ani nie wspina się na
palce, łakomy wspaniałości świata-bo już je zna.Nie tka, jak
stara prządka tkaniny na krosnach wspomnień, lecz robi swoje,
rad z możliwości Powtórzenia.(...)Dialektyka Powtórzenia jest
łatwa, bo to, co powtarza się-już było i właśnie owo "było"
czyni Powtórzenie nowością.(...)Egzystencja, która była, teraz
się staje.
~Sorena Kierkegaarda

skomentuj (3)

21:37:56 2004-01-17

nie, tak, nie, tak - Rozdroże. Nie wiem - Wyjście?




p o c a ł u n e k.

skomentuj (5)

00:57:54 2003-11-25

zwariować...

czy to największy sukces człowieka?
przecież całym swoim życiem do tego dąży.

Zbliżają się święta i 0-zero wartości rodzinnych. Czysta obojętność i przerażenie.

Zbieram się do pisania, ale nie wiem czego mi brakuje na tym blogu, w tym miejscu, jak by życia, "realności" nie wiem jak to określić...hmm...jak zwykle myślę na bieżąco piszą...,chyba mam świadomość, ze pisanie "Tu" niczego nie zmieni.(choć jest (było) pomocne) już ze mną trochę lepiej.

Świat jest taki duży a czerpie się z niego tak nie wiele, to straszne.

Obecnie szukam przepisu na wyzbycie się porównywania z każdą napotkaną osobą, wyzbyciem się nadmiernego interesowania, zaciekawienia drugim człowiekiem, wnikania, zatracając w tym swoją tożsamość i osobowość, obniżając samoocenę. To przeszkadza w relacjach społecznych, interakcjach między ludźmi: w pracy, na studiach, w życiu.
Czuje się taki nie zaradny i nie samodzielny, hmm...mam wiele potrzeb i ambicji wżerających się w moje bycie, poczucie, istnienie i nie mam na tyle motywacji, energii aby je, się, spełnić. Czerpię ją z innych osób, subtelnie ukradkiem...czasem desperacko ehh...ochydne.

Mam pewną nową umiejętność. Potrafię się wyłączyć i doprowadzić do stanu utracenia świadomości. hmm..np. stojąc na koncercie w Kopalni,
zamykam oczy gdyż czuje ból... chciałbym wniknąć w istotę rzeczy, zrozumieć dlaczego mnie boli i co,
same łzy lecą,
toczą się leniwie po policzku żłobiąc kolejne niechciane rysy na mej twarzy,
zbierając się na brodzie w jedną krople
poddają się swemu ciężarowi,
jak właściciel
i spadają
aby być zadeptane przez innych ludzi...
nawet przestaje słyszeć, czuć ludzi wokół siebie...
Nagle,
jak nie mogę określić tego bólu, jak wyłączyłem wszelkie myślenie, wszelakie dołujące ciągi myślowe, z czystym umysłem i z bólem nie umiejscowionym, nie wytłumaczalnym,
się budzę.....
Strach.
to tak jak by Cię zteleportowano w znane Ci miejsce, gdzieś, gdzie już byłaś(eś) kilka razy, znasz architekturę, mniej więcej wygląd ludzi,
ale musisz to wszystko ogarnąć wzrokiem, odnaleźć się w sytuacji, wysilić percepcje na przyswojenie sobie tej architektury, bycia w danym miejscu, czuć jak w Twe zmysły zaczynają wpadać coraz to inne dźwięki, zapachy, obrazy,
stoisz w tym chaosie ocierających się ludzi swoim jestestwem i...
i pragniesz powrotu, tyle ze do tego co nie wiem.

skomentuj (16)

23:00:10 2003-08-03

żyć

"(...)W górze na drewnianych słupach, ustawionych w regularnych odstępach wzdłuż okalającego płotu, zamontowano reflektory. Usiłują one oświetlić pola i doliny, które rozciągają się aż do pofałdowanego podnóża gór. Światła z płotu zalewają niewielki krąg uprawianej ziemi. Poza tym kręgiem leżą noc i cisza. Jesienne noce nie są czarne. Nie tutaj. Nasze noce są szare. Szara poświata ogarnia pola, plantacje i sady. Sady już zaczęły żółknąć. Miękki, szarawy mrok z wielką czułością obejmuje korony drzew, zacierając ich ostre kontury i wypełniając przepaść, jaka dzieli bezruch śmierci od wszystkiego co żyje. Tak oto ciemność zniekształca wygląd przedmiotów nie ożywionych i nasącza je życiem zimnym i złowrogim, przepojonym trucizną. A jednocześnie spowalnia i łagodzi ruchy żywych nocnych stworzeń, maskując ich nieuchwytną obecność. Z tego powodu nie możemy zobaczyć, jak szakale wyskakują ze swych kryjówek. Nieuchronnie tracimy widok ich miękkich nosów węszących w powietrzu, ich łap, które prześlizgują się po murawie, ledwie dotykając ziemi.
Dorosły szakal trzymał by się z dala od pułapki. Ten był młody: lśniący, miękki i najeżony, toteż dał się zwabić woni mięsa i krwi. Prawda, nie wpadł w sidła przez zwykłą nierozwagę. Po prostu kierował się węchem, snując ku zagładzie drobnymi, ostrożnymi kroczkami. Co chwila przystawał, wyczuwając w żyłach jakiś nie jasny ostrzegawczy sygnał. Nieopodal pułapki zatrzymał się, zamarł bez ruchu, niemy szary jak ziemia i jak ona cierpliwy. Nastawił uszu w nieokreślonej obawie, lecz nie słyszał żadnego dźwięku. Owładnęły nim zapachy.
Czy było to w istocie zrządzenie losu? Powiadają, że los jest ślepy; my mówimy, że los spogląda na nas tysiącem oczu. Szakal był młody i nawet jeśli poczuł tysiące utkwionych w sobie oczu, nie mógł zrozumieć znaczenia tych spojrzeń.
Ściana starych, zakurzonych cyprysów otaczała plantację. Czymże jest owa ukryta nić, która łączy to, co martwe, z tym, co żyje? W rozpaczy, wściekłości, rozdarciu, z zagryzionymi do krwi wargami, z oczami błyszczącymi obłędem szukamy jej końca. Szakale znają tę nić. Żyją w niej tętniące prądy zmysłów, które przepływają od ciała do ciała, od istnienia do istnienia, od drgnięcia do drgnięcia. I są w niej wytchnienie i spokój.
Wreszcie szakal pochylił głowę i przesunął nos do przynęty. Doszedł go soczysty zapach krwi. Wilgotny koniec pyska zwierzęcia drgał i ociekał śliną, sierść jeżyła mu się na grzbiecie, dygotały delikatne ścięgna. Łapę miękką jak mgiełka zbliżył do zakazanego owocu.
I w tedy nadszedł moment zimnej stali. Z metalowym zgrzytem, lekko i precyzyjnie, zatrzasnęła się pułapka.
Zwierzę zastygło jak kamień. Może pomyślało, że zdoła przechytrzyć potrzask, jeśli uda, że jest martwe. Żadnego dźwięku, żadnego ruchu. Przez długą chwilę szakal i pułapka leżały nieruchomo, jakby próbowały wzajemnie swoich sił. Powoli, z bólem stworzenie ocknęło się i powróciło do życia. A cyprysy kołysały się bezszelestnie, chyląc się i podnosząc, falując i płynąc. Młody szakal rozwarł szeroko szczęki i obnażył drobne zęby, z których kapała piana.
Nagle ogarnęła go rozpacz.
Gwałtownym skokiem próbował wyrwać się na wolność, oszukać kata.
Ból rozdarł mu ciało.
Dysząc, przylgnął do ziemi.
A potem otworzył pysk i zapłakał. Odgłos jego zawodzenia uniósł się i napełnił noc."
~Oz

Tak. Tak się właśnie czuje teraz.
Chodzę sobie ostatnio często do klubów jazzowych i na starówkę...piękne, co muzyka może zrobić z człowiekiem.
Co człowiek może zrobić z człowiekiem.
I jaki potrzask może mu życie zbudować, jaki sam sobie sukcesywnie tworzy.
subtelność.
M.

skomentuj (17)

23:27:44 2003-06-23

czekam na impuls.

ja i tak nie żyje, to co robie to marnowanie i zajmowanie niepotrzebne przestrzeni na ziemi
jest pewnie tyle istot, ktore chcialyby sie narodzić.
co do bloga...skasował bym go, ale to była moja własna terapia, moje własne wołanie o pomoc.
niech zostanie (i tak za 3 miesiace nie urzytkowalnosci go skasują)
hmm..mowi sie, ze nadzieja jest fundamentem kazdego istnienia(to dla tych, którzy sie czepiają)
czy mysle o śmierci, tak ... kazdego dnia, czy coś robie ... nie.
sam sobie zatrówam życie i marnuje, nikogo nie krzywdze, jak mozna krzywdzić żyjac samemu broniac kazda istote przed checia wejscia we mnie glebiej.
kiedys sie zaspokajalem fizycznie i to mniue łączyło z innymi ludźmi teraz nawet to staje sie nie zaspakajające.
czy były uczucia i emocje w moim zyciu? tak były, nawet miłość(terapia co do tego naszczęscie sie powiodła)
żyje od przypadku do przypadku tam gdzie sie pojawie mówia "co za towarzyski i szczęsliwy człowiek"
nie wiem skąd ta umiejętność zakładania masek, które nawet mnie oszukują.
nic nie wiem.
hmm...i ze studiów mnie wywalą i szukam pracay, może ktoś potrzebuje?
przeczyta to część ludzi z "prawdziwego" świata, no ale i tak jestem cierniami obłozony.
jak zwykle urywam na niczym.
hmm...to juz jest bezsensu ciągnięcie tego.
hmm..albo to zrobie.
to i tak jedno wielkie oszustwo egzystencjalne, ja.

skomentuj (8)

17:33:14 2003-05-28

zamykam się
.

a później może i skasuje.
mam ochotę na "małe samobójstwo".

skomentuj (19)

04:07:50 2003-05-24

lekkość % bytu.

zamnienie mało uzywaną wolność na lepsze położenie
tak....kontak ze śmiertelnikami jest mi mało wskazany.

i nawet idąc po ciemnym lesie o 2 w nocy bojąc sie wracać normalną drogą, bo tam skini szukają rozruby...włamując sie kartą z bankomatu na chronione osiedle, przechodzenie przez płoty na przełaj prywatnych posiadłości...aby do domu wrócić.
a ja bez żadnych emocji, z kamienną twarzą...otwierajac zamek kartą, idąc po bagienkach przez las bez calu i po ciemku.
"M. do jakiego domu chcesz wracać? zostań tu"

ktoś mi dziś powiedział na moja słowa, ze: "za często sie przekonuje o swej śmiertelnosci"
"M. pięknie świta. wiesz-jak umrzesz...po piątym razie już się nie liczy"
dziwne...osoba mnie nie zna a ta cyfra nic nie znaczy.

potrzebuje ludzi aby o mnie zabiegali, "chcieli" i abym mógł wiedząc, ze gdzieś tam są...chodzić sam.

zaczynam pisać bez celu, kontekstu..hmm....ostatnio wszystko co chce przekazać albo mówie albo kryje w sobie
a ten cały blog jest w jednej tonacji..monotonia-przekleństwo.
ciągła niezaspokojona potrzeba zmniany - heh
poucze sie grać na gitarze i poszukam jakiś bębenków.
"najwazniejsze w zyciu są wiedza i zasady"...
nie ma we mnie. hmm...chyba sie spłycam i bezsensownieje
i na koniec uśmiech :-) wykpiwajacy większoś wszelkich rzeczy dotyczących mej wewnętrznej egzystencji...
a najgłupsze jest to, ze jutro będe walczył aby nie skasować tej notki, walczył ze swoim postanowieniem...
hmm...dobranoc.
i po co jest natłok tych wszelkich myśli o "pójściu na łatwizne".
"tylko pstryk i juz nie ma mnie..czasem tak bardzo tego chce...szukam czegośprzez cały czas co zatrzyma mnie"

skomentuj (9)

00:16:09 2003-05-10

pustka

defekt..ogłuszenie martwicą życia ślepoty.
Mój biedny porzucony blog...

czy ja wogóle żyje?....czym że jest życie gdy człowiek nie moze sie wsłuchać w siebie...
nie potrafie się wysłuchać..wyszukać w sobie woli życia.
Tak, mozna sie poddawać chwili, ale cóż z tego mamy...chwile ulotne , które czujemy bardzo, zawierzamy im..czasem za bardzo i zarazem są tak nie rozpamiętywane emocjonalnie. Całą swa zdolność uwagi i wszelkie zmysły pakuje sie w to jedno małe dziecko zrodzone z godziny, dnia, nocy...z czasu jaki zajmuje ta jedna emocja, myśl, uczucie w naszym życiu. Poświęcamy się poddajac swą osobę i rytm bicia serca w takt jaki wygrywa dla nas wskazówka zegara, ale dla kogo ten zegar tak tyka? do kąd ona zmierza? dodając tylko zmarszczki i poczucie bezsensu odwzorowane na twarzy i w kazdy z mych kobiecyhc gestów i ruchów...
....
czy mozna byc zmęczonym dążąc do tego co nie wiem?
....
ująć jedną chwile tylko dla tych przeznaczoną, którzy chcieli ją dojrzeć...Jak ją zachować w swej pamięci? na negatywie filmu? na zdjęciu?, które z czasem...hmm..przekleństwo ...się zniszczy.
Co trwale i z emocją odda np. wschód czy zachód słońca. One stały sie już tak banalne..nic nie jest wstanie zadowolić człowieka.
hmm...seks, wspaniałe uczuie spanie w seksie osoby Tobie ukochanej....miłość fizyczna..potrzeba kochania sie ... czy to ma prawo zmieniać sposób myślania, przesłonić wszelkie role poznawcze jakie powinno posiadać nasze ciało, umysł przez zmysły nam dane..?
...
pisałem bloga pod wpływem emocji...utraconej miłości, chęci śmierci z przyczyn depresyjnych spowodowanych odejściem jedynej istoty, którą kochałem...
hmm...a teraz, teraz taszcze swą dusze bez zadnego celu z bezradnością mi chyba wrodzoną, nie poddajac sie schematowi dnia....oddajacy sie kazdej chwili i osobowosci...miotany o ściany...z pragnień męskiej przyjaźni i nadmiernego wchodzenia w ludzi posądzany o homoseksualizm, bez określenia osobowosci swojej..zainteresowań, płuci...-orientacjia seksualna i cóż po ludziach-...za wiele czasu spędzam samemu....tydzień przygód, piękna smutku emocji, non stop działanie. 1 dzień i odrazu powrót...a ponoć powroty są cudowne.....jeju jakiś monolog bez płęty początku , końca , morału i kontekstu nie ma...jak cały ten blog.
nie wiem o czym pisać.................ta pustka w tej przytłączajacej szarosci to moje wnętrze...nie pisze o tym co mnie interesuje o życiu o poznawaniu świata o spostrzezeniach o osobach..o niczym........nic. niczego. nikomu.
niwam.

skomentuj (10)

08:20:47 2003-04-20

:~) naj, naj, naj.

wszystkiego wesołego !!!!
najmocniejszych jajek i wygranych starć (dla ambitnych i rywalizujących)
smacznych jajek i pyszniutkiego majonezu (dla smakoszy)
pięknych pisanek- nie popękanych po bokach od gorącej wody i doskonałych wydmuszek (dla estetów) :-)
i snu z małym kurczaczkiem w nocy z niedzieli na poniedziałek ;-)



skomentuj (4)

04:42:37 2003-04-16

senny świt

zamknąć powieki...
a pod nimi zamknąć oczy...
tak,
doznać głębi...tam gdzie kamienie ożywiają...
~pragnienie

czasem pięknie wygląda świat moimi oczami, ale w większości nawet piękno może przytłoczyć...

hmm...dziś zrobiłem kilka dobrych rzeczy dla kogoś i kilka dla siebie...

byłem na basenie i w klubie gejowskim...wiele "tam" piękna.

mój blog kochany...tyle razy Cię zdradzałem.
wybacz mi...
będę Cię zdradzał jeszcze przez długi czas podczas kontaktu ze śmiertelnikami
(wiem kochanie, że nie jest mi wskazany),
ale będę...do póki się nie zmaterializujesz.
a teraz poczekam do wschodu słońca...

kolejne założenie: wnikliwie się interesować i uczyć - a nie być tylko ciekawym.

przy tej muzyce na blogu chciałbym aby piórko szybowało na wietrze..albo torebka w jego zawirowaniach,
tak jak ja niesiony: milczeniem morza,
przenikliwością gór,
zgiełkiem ziemi i muzyką powietrza...

hmm..tylko dlaczego w powietrzu jest tyle nieczystości i tak często można się nadziać na małe drobinki piachu, kamyków...
wtedy torebka się strzępi a piórko brudzi...
ale motylkiem beztroskim, czy pasikonikiem nie potrafię być i nawet nie chce.

p.s.
wychodzi mi czasem czucie wiosny...:-)

a na basenie wchodząc do wody doznałem wychodzenia z powietrza!

skomentuj (4)

01:15:12 2003-04-03

Wiele urwanych zdziecinniałych wątków - sklejanych przez laika

zbieg przeciwieństw...
miłość w każdym opuszczonym istnieniu...

będąc ukrytą w blasku księżyca, kochanek przesuwa go odrobinę zapewniając Tobie intymność, ale blask pozostaje...i jesteś ostatnią osobą jaką widzi przed snem.
Spełnienie.

Nocą, kiedy księżyc owy wystawia gwiazdy aby się suszyły, a w tedy para kochanków zerka na siebie przez oszklone oczy...czy nadal jest, czy nie porwał wir życia, jakaś kometa przelatująca nie uwiodła swą łuną...czy odnajdzie siebie w tym istnieniu leżącym obok...tak blisko, ale i
tak nie osiągalnie...

Pragnąc szczęścia – aby zachować tą intymność, prywatność, niezależność...
A zarazem wykraść choć cząstkę tej osoby...dla siebie...dla niej samej.
Nawet kiedy deszcz spowija mgłą miasto...czy śnieg pozornie czyni go nieskazitelnym, czy jesień zabarwiając matowym kolorem...czy wiosna ukazująca narodziny natury...czy lato przedsionek wszystkich pór...czy widząc w oczach przemijanie czasu...starając się
chwycić go raz...
choć na moment...
on się wymyka schwytawszy go w jedną dłoń przelewa się drugą....

Czy wszystko jest pozorne...czy tych dwoje ludzi może trwać ....
(A pisze to obudzony w nocy, kiedy leżałem z sobą w łóżku i się kochaliśmy....niedobrze mi się zrobiło z fałszu tej miłości, a czas przelatywał „nam” przez rzęsy.)

Idąc przez świat widuje wiele motyli...pasikoników...wiele beztroski...kwiaty, dojrzałe, te przy których narodzinach jestem, te które zadeptane nigdy się nie narodzą, te już uschłe, obumierające...
wiele barw, kolorów mieniących się coraz to nowym marzeniem...co raz to nowa troską....

I człowiek depczący wszelką nadzieję...drwiący z marzeń i pragnień...igrając z uczuciem...z życiem...nie dbający i nie biorący odpowiedzialności za drugiego człowieka...a sam opływam w zepsucie i nie kocham nikogo realnego.
Czy żyjąc w takim świecie...można się dołować...

...dlaczego jest jeszcze świat rzeczywisty...materialny, dlaczego człowiek ma ambicje, nie mając motywacji...? dlaczego jest tyle paradoksów...dlaczego dorosły człowiek zadaje dziecinne pytania?...dlaczego mając tyle opiekuńczości w sobie, zagarniając pod swoje skrzydło samemu się potrzebuje „opieki”...
Dlaczego tak zależymy od drugiego człowieka....dlaczego marnuje swoje życie i wszelkie stwarzane mi szanse...dlaczego świat jest taki ciekawy a nie ma energii na poznanie go...
Marność
Boże...nie dajesz siebie poznać.

skomentuj (3)

01:44:40 2003-04-01

nie zredagowany, zagubiony chaos

wiara w Boga...
czy ten wielki brak jej u mnie, stanowi o ułomności mej duszy..?
czy jestem gorszy przez to...?
czuje się ułomny...
czuje potrzebę wiary (jako może pomocy) i nawet nie w siebie, ale w coś, tylko że wszystko jest takie zakłamane...
W wieku dorosłym...dojrzeć, odnaleźć drogę, wiarę, narodzić się, budować od nowa swoje wnętrze..?
jak to jest możliwe..?(a jednak, cholera)
wiele pytań...

a ja chciałbym przeżyć wiele rzeczywistości...tworzyć i być odtwarzanym, próbować, tworzyć, istnieć, spełniać,
ale mieć podane na tacy wszystko..?
Boże...jak życie szybko przemija i ile się go marnuje...
Jak możesz na to pozwalać(?) jak możemy na to pozwalać.
na tragedie ludzkości, hmm..."wielki Boski plan", ale na depresyjne istnienia? na wynędzniałe dusze męczenników? każdy w smutkach z osobana i "samotność, cóż po ludziach..."

...Bóg jest w Tobie i wokół Ciebie...
"rozłup belkę a będę w niej, unieś głaz a znajdziesz mnie"

hmm...piękna jest historia...biblii, ewangelii, Chrystusa...
ale wiara.....ułomność.....jej brak?
nie wiem...wiem, ze jest pomocna, egoistycznie pomocna...
kto nauczy się wierzyć bez krzty egoizmu, indywidualizmu ten nie zazna śmierci?
..Bóg jest w Tobie i wokół Ciebie..
"rozłup belkę a będę w niej, unieś głaz a znajdziesz mnie"
hmm....a się nie widzimy.

Chciałbym wierzyć, aby dostrzegać więcej w ludziach i dla ludzi...aby dbać bardziej o to, co nas otacza jak i fizycznie i mentalnie..
potrafić ścierpieć ich szczęście jak i ich ból..nie być obojętnym, nie odtrącać ludzkiego bólu i nie napawać się nim, nie być zawistnym w śród szczęśliwych promieni bliźniego.
dostrzegać wszelkie sfery i mieć prawo je pielęgnować, naprawiać, pouczać, czuć bezpiecznie, odpowiedzialnie...
a nie tylko dostrzegać...

jestem sprzecznością ..chce być egoistycznym indywidualistą(bo wygodnie) chce nim być bo myślę, że nie jestem a zarazem chce się uchronić przed tym...?
egoizm...?
brak wiedzy..wiary..duszy.
same chcenia musze coś podziałać :-)
p.s.
refleksja-czy ja piszę wogóle o czymś sensownym, "potrzebnym", hmm...istotnym? na tym mym blogu.

skomentuj (1)

23:33:08 2003-03-30

pigułki
chęć...

świat jest taki daleki a ja nie potrafię w nim żyć.....zamykam się w sobie..
życie przedzie mi koło nosa..
znowu zmarnuje mój czas...
0 znajomych , 0 możliwości na rozwinięcie się, 0 rzeczywistości, 0 życia studenckiego...
za słaby jestem.
po prostu pieprze moje nastroje...ale coś pękło..
jednak w zakłamaniu nie mogę żyć...w pseudo szczęściu i w kreowaniu iluzyjnej rzeczywistości.
nie jestem po prostu przystosowany do życia...
i nawet Tu na tym blogu..jest wiele wyidealizowanych przezemnie osób, których w życiu nie poznam.
nie ważne...następny kawał życia do zmarnowania i też nie poznam żadnych osób, już o miłości nie wspominając.

ale pieprze.
pa
co by było jakbym przestał istnieć?

skomentuj (6)

02:52:09 2003-03-28

List.

właśnie siedziałem dziś cały dzień...
i bite 6 godz. czytałem wszystkie komentarze na mym blogu...
nawet nie wiecie ile zawdzięczam...nie, nie literkom, ale wam..wam jako osoby...
osobowości, które pozostawiły po sobie: jakiś ślad, emocje, uczucia...
zaznaczyły swą obecność na tym świecie...w mej "duszy", którą był.i po części nadal jest ten blog.

jestem chory - mam 40 stopni, grype i angine..
jutro mam urodziny...(cholera, prawie jak Van Gogh)...nie pamiętam już kiedy ostatnio byłem chory, ale wiedzcie, że to było dawno...
może za dawno - organizm już się odzwyczaił..
a może przystosował do ciągłego: stresu, łez, depresji i użalania się nad sobą...wegetacji i bezczynności...niedbałości o swoje ciało tak jak się to powinno robić.
hmm...nie wiem jak jest, dawno już z nim nie rozmawiałem, a zarazem to tak ważny aspekt w mym życiu...
ważny i pożądliwy...tyle, że u innych "niestety"..ciało..fizyczność..(nie mylić z powierzchownością).
Tak jestem estetą...pisałem kiedyś o tym...estetą niedoskonałości i ukrytego piękna, ukrytych pragnień.
Zdążyłem już zapomnieć jak choroba postarza...nie tylko powłokę cielesną, ale i dusze..
hmm..chyba postarza na "dobre" - znaczy, w tedy dopiero doceniam to, że wiosna nadchodzi...
to że jestem tym razem zmuszony do siedzenia w domu.. a gdzieś bym wyszedł, coś porobił...

A propo domów, przeglądałem sobie wyborczą ostatnio i szukałem mieszkania (jeśli można nazwać poszukiwaczem mieszkania faceta z pajęczyną w portfelu),
pośród dziwnych w kwestii materialnej ofert...moją uwagę przykuło ogłoszenie "wynajmę pałacyk 300m. ul.(nie istotne) tanio" i podany telefon domowy.
hmm...nareszcie M. znalazł coś idealnego dla siebie :~).
Później oczywiście poszedłem spać i marzyłem o takim swoim pałacyku z salką koncertowa a pośrodku niej czarny fortepian.
Mógł bym tak pisać całą noc...tyle wątków...tyle aspektów mojego życia...

Po prostu dziękuje, że jesteście...pragnę was tak samo jak tych wszystkich "spełnień" o jakich pisze na blogu i
na prawdę proszę o kontakt na gg. jeśli ktoś jest zainteresowany.....
Hmm..zastanawiałem się ile osób wytrwało do tej pory...czy część "czytelników" porzuciła to miejsce...
rozmyślałem też dziś ilu z was już widziałem w moim życiu, ilu zobacze...i ilu..."zmarnuje".

Dziękuję wam...za to że jesteście, za każde tchnienie przy monitorze i za każde spojrzeniue na ten mój wewnętrzny świat.

Michał Antoni.

skomentuj (6)

21:02:07 2003-03-24

:

moje marzenia...

nauczyć się grać dobrze na pianinie (w ogóle zacząć), kupić sobie "klawisze" do domu,
zacząć się porządnie uczyć zanim mnie ze studiów nie wywalą,
grać w tenisa,
pozbyć się kompleksów,
"zdobyć" paczkę znajomych,
przestać być egoistą,
nauczyć się samorealizacji z domieszką indywidualizmu,
wyzbyć się stanów depresyjnych,
nauczyć się myśleć obrazami,
znaleźć jakieś swoje zainteresowanie, które mnie pochłonie,
pozbyć się chaosu z mego życia i głowy,
wstawać rano z uśmiechem na ustach doceniając uroki wiosny,
wyprowadzić się,
znaleźć prace,
tak. znaleźć tą cholerną pasje życia,
przebywać w rożnych towarzystwach, rożnych kulturach,
dając sobie tym możliwości sprawdzenia siebie i realizacji jakich mi nie dano wcześniej,
spróbować tworzyć muzykę i obraz,
rzucić palenie,
nauczyć się zaradności,
pisać coś z przesłaniem dla innych a nie tylko dla siebie i "żeby ładne było",
czytać więcej książek,
nauczyć się dobrze francuskiego i angielskiego,
przestać marnować ten cenny czas, który posiadam,
znaleźć przyjaciela hmm...i chyba miłość,
przebywać dużo wśród ludzi, przy których mogę się rozwinąć tworząc dla kogoś chwile i klimat .

wiem banalne...i proste, ale czasem trzeba coś prostego przeczytać czy napisać i
nie baczyć na to czy się spłycam czy nie
a nie pod koniec każdego dnia stawiać sobie "wieczorną diagnozę schorowanej duszy".

skomentuj (6)

05:09:46 2003-03-20

ogólnie nic.

jednak jestem smiertelny...

ale czy zgodze sie na bycie
odtraconym...?
przez życie...
potrzeba....kto mnie porwie..w swoje zycie....?

przepraszam...jestem hmm....pod wplywem alk.
hmm....pocalunek.
.
dobranoc.
(skasuje to nei dlugo) albo zostawie dla poptomnych.

skomentuj (4)

00:14:49 2003-03-06

łza zapomnienia

znowu te myśli..."złe"..
upojony w swych pragnieniach..
przelewając kielichy melancholii..
człowiek bez odbicia w lustrze..
człowiek starający odnaleźć siebie w cudzym istnieniu...
człowiek w rozsypce...? jak ziarenka cukru..
ale nie..nie smakuj, bo to sól "biała śmierć"
przegoniwszy wszelką nadzieje i radość, z utraconą wszelką determinacją...
z przerośniętą ambicją, brakiem poczucia i energii na jej spełnienie
z poczuciem swego bezsensu, marnotractwa..wbijam w swe serce, dusze, przyrodzenie...
ostatnie pozostałości z wszelkich luster jakie mnie widziały..
wdrapując się w ich rzeczywistości..
ludzi bez mego odbicia...
a zabijam wszystko seksem, zaspokojeniem fizycznym..
chęcią..poczuciem niewyobrażalnej seksualności
hmm..i chyba jestem bi. zaczynają mnie pociągać faceci..chęć pocałunku
dziwna chęć namięności..intymności....cholera.
.
wyobraźcie sobie budować życie od nowa..bez przeszłości, bez znajomych z liceum..
bez wiedzy jaką się tam zdobywa..
po prostu krocząc obecnie pośród murów w freski indywidualistów..
ludzi, którzy posiadają swą rzeczywistość..swój świat...
brak wspomnień z dzieciństwa..to straszne...
tyle by się chciało wiedzieć..wiedzy podstawowej.
jak mozna zapomnić swoje życie kompletnie???
bezsens.
Siedząc w śród świec, które swym blaskiem nadają Ci piętno...
piętno prawdy..
Stenografują swym chaotycznym płomykiem Twoją historie..

następna notka, którą powinienem skasować.

skomentuj (6)

02:16:32 2003-03-04

czasem

chyba już czas...dobranoc.

chciałbym ją przytulić...
szeptać całą noc do ucha...
wlepiać me słowa w jej oddech...
patrzeć na sny, które oplatają ją co noc...
i czuć bicie serca pod mą dłonią na jej piersi.

...tak zasnąć....w spokoju i cieple...miłości i kochaniu.
w śród splotu naszych nóg, wśród dotyku naszego
seksu...
trwac tak wieczność całą i spełnioną.
obudzić się spowity w jej czuciu tego świata,
pachnący jej snem...
i usłyszeć żywą istotę.

widzieliście kiedyś człowieka na wpół martwego...?
przetaczającego swe zwłoki zbolałą duszą po ulicy...
pragnącego nadziei...a pozostawiającego za sobą jedynie ślady rezygnacji...
i codziennie przechodząc z powrotem śladem swych poczynań...
zacierający drogę..przeszłość...
na ślepotę przyszłości..

i usłyszeć żywą istotę...

popatrzcie na swoje ulice..obejrzyjcie się za mną...

p.s.
musze nauczyć się żyć sam.

skomentuj (5)

00:46:15 2003-02-20

metafora
nieudacznik......

nie zmarnujcie sobie życia...tylko o to proszę.

...spojrzał w niebo i nagle zrozumiał, że "oni" nie przylatują na naszą ziemię aby inwazje przeprowadzić, że nie szukają surowców ani reproduktorów dla swego gatunku. Nie chcą wykorzystać czy zniewolić naszej planety, nie wymagają i nie oczekują od nas niczego...
no może poza tym abyśmy nie zepsuli tego co mamy...
abyśmy nie poszli w "ich" ślady.
...Oni tylko przylatują raz na jakiś czas aby podziwiać...może aby wiersze pisać..? aby czuć...aby się uwrażliwić. Przylatują, odwiedzają nas...gdyż sami zatracili się w dążeniu do wygody do "doskonałości" , zatracili już swój świat, istnienie.
Byli kiedyś tacy jak my...
żyli na pięknej zielonej planecie...przepełniali się miłością...
później z rozwojem nauki zaczęli zastępować ludzi maszynami...dla ich wygody...zaczęli wszystkie sprawy ludzkiego życia upraszczać...stwarzać życie bez problemowym..aby jak najmniej robić a żeby to przynosiło jak największe efekty..."dobra ekonomia". Zatracili chęc ruchu..sportu....
Oni już nie wyglądają tak jak my...żyjąc na pozbawionej życia planecie...bez zwierząt, bez lasów, bez zieleni i innych naturalnych kolorów. Przestali się dzielić na płci...kobieta, mężczyzna...
Zanieczyszczenia i brak słońca...wprowadziły szarość w ich życie, odbiły się też na ich fizyczności: skórze...powiększyły im się oczy, ich ciała stały się wiotkie.
Są pokojowo nastawieni...szukają tylko miejsca w swym życiu, poezji..liryzmu..duszy...trochę mniej szarej niż ich własna.
Oni podziwiają...nasycają swój wzrok naszym pięknem...naszą fizycznością i prymitywnością zarazem..., pięknem natury...
Są nawet wśród nich tacy, którzy nie wiedzą że ich świat kiedyś wyglądał inaczej...podziwiają naszą zieleń, błękit...te wszystkie obce im kolory, nie .. nie te wygenerowane przez komputer, ale żywe i prawdziwe...czasem porwą..czy uprowadzą jakąś kobietę..jako reprezentantkę WASZEGO gatunku..określoną jako płeć piękna..aby podziwiać...kształty, nagość, piękno jaki im już nie jest dane.
Oni boją się swych luster...

więc nie zmarnujcie sobie życia..
jak ja.
Dostrzegajcie to wszystko co oni widzą...dostrzeżcie ich łzy z tych wielkich czarnych, głębokich oczu. Dostrzeżcie błękit nieba odbijany w waszych duszach...
żyjcie pięknie.
a wiecie kim ja jestem....

skomentuj (10)

{smscontact}